Miniony piątek. Budzę się bez budzika chwilę po 7. Dziwne… nawet bardzo dziwne. Łóżko już dawno puste, bo Kamil
o świcie wyjechał w tygodniową podróż służbową. Nie czuję się dobrze. Czuję się zdecydowanie źle… Angina?! Byle tylko nie to… Szybki spacer z Famą, bo jestem naprawdę słaba, zakupy w warzywniaku i śniadanie z jajkami na miękko. Na pusty żołądek nie potrafię myśleć! ☺

Co teraz?

W domu zawsze znajdę Witaminę C, coś na gardło, olejek mentolowy i leki przeciwzapalne. Ku mojemu zaskoczeniu jest też poczciwy, dobry Amol. Już postanowiłam – mimo planów na szalone tańce z przyjaciółkami w weekend zostaję w łóżku i się wygrzewam!

Babcine metody

Nie ukrywam, nie jest to metoda dla raptusów. To, co teraz napiszę nie jest też sexy. Wzięłam witaminy, najadłam się czosnku (jeden ząbek do każdego posiłku, najlepiej wchodzi z awokado), przygotowałam napar z imbiru i kurkumy (ok. 4 cm korzenia obrałam i pokroiłam na małe kawałki, dodałam kilka cieniutko pokrojonych plasterków kurkumy i gotowałam na małym ogniu przez 20 minut). Przygotowałam też 2 komplety piżam na zmianę, ciepłe skarpety i pod kołdrę. Natarłam klatkę piersiową i plecy Amolem i zaczęła się jazda bez trzymanki ☺ Nie pytajcie mnie kiedy kończyła, a kiedy zaczynała się doba… Tym bardziej, że obecnie z Kamilem dzieli nas 9 godzin różnicy w czasie. 😀

Łóżkowy potwór

Aby całe to „wypacanie wirusa” miało sens musiałam znaleźć dla Famy Asystenta ds. Spacerów. Mam to szczęście, że otaczają mnie życzliwi i pomocni ludzie. Poza pomocą z psem dostałam też od przyjaciółek pyszny rosół oraz świeżą dostawę z warzywniaka, ale to już w sobotę. Dni mijały mi na czytaniu książek, spaniu, robieniu inhalacji z dodatkiem olejka mentolowego (co uważam za bardzo skuteczne). Dbałam też o to, aby dużo pić, wyłącznie ciepłych płynów oraz jeść rozgrzewające posiłki. Do naparu imbirowego często dodaję sok z cytryny i miód. Ważne, aby woda nie była zbyt gorąca, max. 50 stopni, bo inaczej niewiele wartości zostanie z cytryny, a miód zamieni się w cukier. Nie miałam siły nic gotować dlatego poza rosołkiem kupiłam w opcji z dostawą jeszcze czerwone curry (które zawsze jem na 2 razy, bo porcja jest za duża) oraz zupę PHO z dodatkowym marynowanym czosnkiem.

Mikstura zdrowia

Poza tymi wszystkimi rewelacjami nie mogłam zapomnieć o świeżo wyciskanych sokach. Moim absolutnie ulubionym napojem tej zimy jest pomarańczowa bomba, czyli:
– marchewka
– pomarańcza
– odrobina imbiru
Jest to porcja dla jednej osoby. Oczywiście zapraszam do zabawy proporcjami. W czasie zdrowotnego kryzysu dodałam do bomby jeszcze pół natki pietruszki (zawiera dużo żelaza, a to wpływa na zwiększenie liczby przeciwciał oraz hamuje rozmnażanie drobnoustrojów chorobowych) i więcej imbiru. Kolor niestety nie zachęca, ale wprawia w bojowy nastrój, tak bardzo potrzebny w walce z choróbskiem.

W niedziele wieczorem przyjaciółka przywiozła mi jeszcze własnoręcznie wyciskany sok z buraków w super profesjonalnym naczyniu, które od razu musiałam oddać ☺ (Martulko, skąd masz to cudo?). Do buraków następnego dnia wcisnęłam jeszcze jabłko i połowę natki pietruszki.

Czuję, że w zwalczeniu przeziębienia pomagają też tłuste ryby – ja pałaszowałam wędzoną makrelę z kiszonym ogórkiem autorstwa moich rodziców oraz z gryczanym chlebem z … czosnkiem i natką pietruszki! A jak! Na deser proponuje potraktować kilka goździków jak tabletkę do ssania. ☺

Efekty

Wczoraj po południu byłam u lekarza i efekty są bardzo zadowalające. Nie ma mowy o żadnej anginie! Od dziś zaczęłam wychodzić na dwór i mam nadzieję, że już jutro zupełnie wrócę do formy. Metody, które Wam proponuję może nie są najsmaczniejsze czy najbardziej komfortowe, ale na pewno są skuteczne. Wierzcie mi, że w Internecie można wynaleźć jeszcze dziwniejsze sposoby, jak na przykład płukanie gardła zakwasem z buraków. Jestem bardzo ciekawa, co Wy robicie, aby szybko pozbyć się przeziębienia…