Podczas wyjazdu podjęłam spontaniczną decyzję o treści wpisów w trakcie wyjazdu do Izraela. W tym tygodniu nie będzie typowej dla mojego bloga tematyki. Zamierzam podzielić się z Wami tym, co mnie tutaj spotyka na bieżąco.

Przez Palestynę nad Morze Martwe

We czwartek rano obudziliśmy się bardzo wypoczęci. Oryginalny plan był taki, że wstajemy o 7 rano, aby maksymalnie wykorzystać czas, jaki mamy. Trzeba pamiętać, że zmrok zapada tutaj o 17:30 i panują wtedy zupełne ciemności. Finalnie dzień rozpoczęliśmy chwilę po 9 od wspaniałego śniadania: hummus, szakszuka, oliwki, sałatka z soczewicy, a na koniec, do kawki pyszna waniliowa i czekoladowa chałwa.

Dziwna niespodzianka

Spakowaliśmy rzeczy i ruszyliśmy naprzód. Naszym celem było Betlejem. Kierując się wskazówkami przeczytanymi na wielu blogach postanowiliśmy odwiedzić miejsce narodzin Jezusa Chrystusa, kupić pamiątki i zaopatrzyć się w jedzenie. Następnym miejscem, w którym planowaliśmy nocleg był bowiem camping nad Morzem Martwym. Betlejem znajduje się 7 km od Jerozolimy, ale położone jest już po stronie Autonomii Palestyńskiej. Z każdą minutą trasy krajobraz zmieniał się diametralnie: mnóstwo śmieci, coraz bardziej zaniedbane domy i samochody, coraz więcej bezpańskich psów. Zaaferowani, podążając za wskazówkami Googla nieomal wjechaliśmy na teren wojskowy.

Zmiana kursu

Zatrzymaliśmy się na poboczu, aby zaktualizować trasę. W ciągu kilku chwil otoczyła nas grupa Palestyńczyków gotowa zabrać nas na wycieczkę za jedyne 100 $. Cała ta sytuacja bardzo mnie spięła i poprosiłam Kamila, abyśmy zawrócili. Finalnie nie udało nam się zrealizować zakładanego planu. Trochę szkoda, a z drugiej strony myślę, że spokój ducha jest podczas urlopu najważniejszy.

Słone paluszki

Wróciliśmy na trasę. Celem, jak wspomniałam wcześniej był camping Ein Gedi. Kiedy zostawiliśmy rzeczy w namiocie wybraliśmy się w poszukiwaniu plaży. Ważne było, aby nie była to dzika plaża. Jest tak, że pełno tutaj niebezpiecznych zapadlisk, a na dodatek po dzisiejszej długiej kąpieli w morzu nie wyobrażam sobie nie móc opłukać się z soli. Tutejsze zasolenie to 260 promili na 1 kg wody. Dla porównania to 6 razy więcej niż średnie zasolenie oceanów.

Zmiana kursu

Z pomocą nawigacji znaleźliśmy plażę miejską w En Bokok. Zapoznaliśmy się też z lokalną infrastrukturą – szybko zapadł zmrok i wybraliśmy się na przechadzkę po sklepach pełnych produktów pielęgnacyjnych pochodzących z Morza Martwego. To miasteczko to typowy kurort turystyczny – pełno tu starszych Amerykanów i Rosjan, nie brakuje też rodowitych Izraelczyków zażywających zdrowotnych kąpieli. Mam poczucie, że nie do końca tutaj pasujemy, ale wygodne leżaki na plaży i pyszna, orzeźwiająca, mrożona kawa zwana „aromą” jest ciekawym urozmaiceniem naszej wyprawy po Ziemi Świętej.